Dzień z Lilą.. Mamy takie dni ok 3 razy w tygodniu, kiedy Tata idzie na 24 do pracy. Przeważnie jest to dzień poważnie wyczerpujący.. fizycznie i psychicznie. A od kiedy brzusio uniemożliwia 300 krotne schylanie w ciągu dnia jest jeszcze gorzej. Dziś po oczywiście przepłakanej nocy poranek zaczął się z uśmiechem.. Potem drzemka.. przełomowa! Prawie 3 godzinna! Ja też skorzystałam :) Różnicę czuć od razu.. Potem obiadek i w końcu zdecydowałam się na spacer. Nie byłam z nią sama na dworze od jakichś 2 miesięcy.. pamiętam, że jeszcze był śnieg. Najtrudniejsze ubieranie.. Siebie i Lili w jednym czasie. A jak już ma się wszystko na sobie to tylko czuć.. gilgotanie na plecach.. to krople potu które sobie fikuśnie spływają. Na szczęście córka widziała me zmęczenie i postanowiła sama zejść ze schodów! Dzięki jej za to! Chociaż chyba ja się bardziej napociłam ze stresu, że zleci niż bym ją miała znosić z tego naszego 3.piętra.
Poszłyśmy na plac zabaw.. Nie mogłam uwierzyć, że nasza córcia już jest na tyle duża, że sama potrafi wspiąć się na zjeżdżalnie!
Jakoś nie mogę tego pojąć. Kiedy to maleństwo zawinięte w kocyk, nie potrafiące utrzymać główki, nagle stało się takim.. bawiącym się na placu zabaw dzieckiem?! Bałam się że spadnie, że jej się pośliźnie noga, że straci równowagę.. Pierwsze 10 wejść ją asekurowałam.. ale potem stwierdziłam, że lepiej chyba robić zdjęcia. I jak to stwierdziłam, to Lusia zjeżdżając, wylądowała buźką w piachu. Ale potem były śmiechy i dalsza zabawa :)
Było pięknie.. Trzeba korzystać z wiosny i z tego, że jesteśmy jeszcze tylko dla niej..



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz