Od tygodnia nasza Lila korzysta regularnie z nocnika!!! Myślałam, że to potrwa dłużej i szlag mnie zawsze trafiał jak znajdowałam kupę w pieluszce i miałam wrażenie, że to się nigdy nie skończy.. a tu proszę. Córa stanęła na wysokości zadania i załapała raz dwa! Nie wiem ie to potrwa.. czy to taki okres przejściowy, czy to już na stałe ale cieszymy się tym co jest.
Tak więc któregoś dnia.. chyba w poniedziałek 12.05 kiedy mężu był na służbie postanowiłam, że zdejmujemy pieluchę. No i zaraz były zasikane spodnie. No nic. Następna para.. to samo.. gadka, szmatka o nocniku, o zdejmowaniu spodni i o nagrodach! :) Kupiłam w Biedronce takie mini żelki haribo za 30gr sztuka i powkładałam do szuflady. Odbył się wykład w kuchni przy owej szufladzie, że jak Lusia zrobi coś do nocniczka to będzie mogła sobie wybrać jedną paczuszkę. Oczywiście wyjęła wszystkie na raz i chodziła z nimi, co chwilę siadając na nocniku i sprawdzając czy coś tam jest.. A że ona pije znikome ilości więc i sików nie było.. No ale w końcu się doczekałyśmy. Było wielkie brawo, były trochę zasikane spodenki, był taniec radości no i najważniejsze.. było mniam mniam :) Tego dnia do prania poszło 6 par spodni.. ale sukces był. Kilka "jedyneczek" i "dwójeczka" wylądowały w nocniku.
Od tamtego dnia rano pieluszka jest zdejmowana, siuśki i grubsze sprawy lądują do nocnika... chociaż mokrych spodenek jeszcze się nie da uniknąć to i tak jesteśmy dumni z tej Krówki, że woła, wstrzymuje, sama się rozbiera, siusia, wyciera pupkę i ubiera, bije brawo a potem leci po nagrodę :)
A co do nagród.. zmniejszyliśmy ilość słodkości.. popakowałam w woreczki różne smakołyki: np. 5 pistacji, kostkę gorzkiej czekolady, jeden kawałek gumy rozpuszczalnej frutti czy jakoś tak.. No i Lilka sobie wybiera co tam chce. Nie zawsze ma ochotę i nie zawsze pamięta o nagrodzie. Chyba czasem wystarczy jej po prostu bardzo uroczyste BRAWO i wielkie oklaski rodziców... Dzidzia staje się dużą i samodzielną dziewczynką.. Zachwycające to..