Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 29 czerwca 2014

Zagmatwana cesarka

Było jakoś przed 5. Operacja na 9.. jeszcze tyle godzin! Marcin zasypiał na stojąco. Ja byłam podekscytowana bólami więc spać mi się nie chciało. Przeżywałam to, że nie mam pojedynczej sali. Kiedy wchodziliśmy na oddział jakaś dziewczyna rodziła, miała 10 cm i zero postępów.. w końcu zawieźli ją na salę operacyjną.. Okazało się, że to moja współlokatorka i zaraz do naszego pokoju wjechała malusieńka Gabrysia :) niedługo potem zawołała mnie jakaś pielęgniarka, że zakładamy cewnik.. ale że to już!??! była 5:30. Nie spodziewałam się tego. Lało się ze mnie nadal. Zakładanie cewnika niezwykle nieprzyjemne. Szkoda, że nie robią tego po znieczuleniu. Chodziłam chwilę z workiem i zaraz zawieźli mnie na łóżku do sali.. jakiejś innej sali, gdzie jeszcze nigdy nie robili operacji. Ale, że ta właściwa jeszcze nie została sprzątnięta po poprzedniej pacjentce to przenosili w wielkich nerwach cały sprzęt.. A co się kur# przy tym nasłuchałam.. Anestezjolog był niesamowicie wnerwiony całą sytuacją.. nie mógł się wkłuć w kręgosłup. Krzyczał o kocim grzbiecie.. wszyscy latają, szukają czegoś, podłączają mnie do czegoś, coś zapomnieli włączyć, coś mi przyklejają... Ogólnie WIELKA ROZPIERDUCHA. Próbowałam żartować.. ale w środku byłam przerażona. Za czwartym razem w końcu mi się wkłuł, kazał się położyć na stole, na którym się ledwo mieściłam, rękę musiałam trzymać pod tyłkiem bo nie było na nią miejsca. Uczucie rozcinania... szarpania.. chirurg coś mówi, że w środku jest wszystko ponadrywane, macica naderwana.. gdybym rodziła naturalnie pewnie by pękła i dziecko urodziło by się do brzucha.. Jestem ciekawa Kto z niego wyjdzie.. Nastawiam się na dziewczynkę. Widzę w suficie, że już wyciągają Pytam KTO? Chłopak! A to niespodzianka.. mówię.. ojejku! Synek.. zabierają go od razu :( Lilę dali mi do pocałowania po wyjściu.. smutno mi. Ciągle patrze na drzwi, gdzie słyszę jego płacz. Strasznie długo to trwa.. urodzony o 6:05... wydawało mi się, że czekałam pół godziny aż mi go w końcu pokażą.. Pokazali, tylko buziak i znowu zabrany :( ból....
To największy minus cc.. zabierają malucha.. i nie masz jak go uspokoić.. nie możesz mu powiedzieć, że jesteś przy nim.. nie można dać piersi.. nie można całować.. tylko szturchają go, tarmoszą wycierają.. to nie tak powinno wyglądać..

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozwiązanie

No i nastał ten czas.. W piątek 23 maja byliśmy na ktg u Malarkiewicza.. po konsultacji z niezbyt zainteresowanym lekarzem już kompletnie zgłupieliśmy czy mam czekać na poród sn czy cesarkę.. data umówiona. Jutro godz. 9. W między czasie pożarliśmy się potwornie, zrobiłam sobie spacer speed żeby nie pozabijać wszystkich dookoła, byłam zdenerwowana okrutnie. Poszliśmy spać bez słowa. Nie mogłam zasnąć. Poszłam do toalety, położyłam się.. a tu czuje.. MOKRO! Północ. Budzę Marcina, mówię, że mi wody odeszły. A on na to, czy może się nie posiusiałam.. wstałam, powiedziałam mamie. No wyraźnie coś ze mnie kapało. Potem zaczęły się bóle jak przy miesiączce. Co 7 minut, potem co 5, 4. Zadzwoniłam do szpitala, kazali przyjeżdżać. Na miejscu zalewam podłogę, niestety nie ma żadnego postępu. To pierwsza faza, która może trwać w nieskończoność. Ciśnienie oczywiście skoczyło.. Kazali się rozpakować w pokoju.. niestety dwójka..
Z racji ciśnienia i nadal dłuuugiej szyjki zaproponowali, żebym jednak zdecydowała się na cesarkę. No cóż.. chociaż wody mi odeszły, więc już nie jestem taka najgorsza... cdn