Łączna liczba wyświetleń

piątek, 25 kwietnia 2014

Koleżanki rodzą!

Ależ się dzieje.. po krótce. U nas dzidziuś dalej głowa w dół. W Niedziele Zmartwychwstania wylądowaliśmy w szpitalu bo mi się ze schodów spadło ale skończyło się dzięki Bogu na skręconej kostce. Z maleństwem wszystko w porządku i wcale nie wybiera się na świat zewnętrzny. 
We wtorek chyba powiedziałam Goro, że to już nie czas na odpoczynek i czas najwyższy zacząć się ruszać. Paulina miała zagrożoną ciążę, przez co cały czas leżała.. No i jak się zaczęła ruszać, tak w nocy zaczęła rodzić i wylądowali w Malarkiewiczu. Namęczyła się okrutnie, bo próbowała rodzić ponad 24 godziny i w końcu mały Tomuś tak się obkręcił, że nie mógł się wydostać. No i finał był niestety na stole operacyjnym :( No ale grunt że się wszystko dobrze skończyło. 
Dziś koleżanka ma termin. A z cukrzycą to się trzeba spieszyć z porodem, no ale jej małej się nie spieszy. Więc po badaniach dostała skierowanie na izbę przyjęć no i będą czekać. A jak się nie doczekają, to też ją czeka stół :( ach te cesarki..
Ja natomiast dziś poczułam pierwsze skurcze. Takie krzyżowe. Było ich kilka i niezbyt bolały. Zobaczymy co dalej. A oprócz tego Lilunia dziś przeżywa swoją pierwszą noc w nowym łóżku. Ciekawe jak będzie jej się spało. Bo ostatnio to jest znowu lipa ze spaniem.. Muszę powstawiać więcej zdjęć.....

środa, 16 kwietnia 2014

Depresja 37. tygodnia ciąży

Mam dość!

o

i na tym mógłby się skończyć ten post.. 
ale muszę się wyżalić.

Na dzisiejszym USG wyszło, że jednak dzidziuś jest prawidłowo ułożony, głowa w dół, tyłek w górze no i co? No i kolejna szansa na poród naturalny! Ba! Nawet lekarz powiedział, że jak będzie położenie miednicowe to nie jest to wskazanie do cc.. A to dziwy. Już nie wiedziałam czy mam się cieszyć, bo przecież skoro maluch przekręcił się w 37 tygodniu, to i może się przekręcić w 38 i znowu będzie decyzja o cc. Tak więc nie wiem co mam myśleć, nie wiem co mam czuć, nie wiem na co się nastawiać a tak ogólnie to już mi się nie chce dumać o ciąży i o porodzie.
Płakać mi się chce i tyle.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Lila w kościele

Do dziś, każde wyjście do kościoła było dla nas wielką radością. Lila czuje się tam bardzo swobodnie, przeważnie siedzi sobie na schodach przy ołtarzu i tam sobie patrzy na wszystkich strojąc różne miny a czasem przybiega do nas, klepie po nogach i wraca na schody. Nam msze mijają ekspresowo, bo Lusia sprawia, że ciągle jesteśmy nią zajęci, ludzie się do nas i do niej uśmiechają, teoretyczni,e wszyscy są zadowoleni. Ciotki, koleżanki podziwiają ją, że jest taka spokojna i nie krzyczy, i nie marudzi, i nie biega, i nie chodzi po całym kościele. 
Aż tu dzisiaj, z okazji Wielkiego Tygodnia postanowiłam iść sama z Lilą na mszę w ciągu dnia, na której jest przeważnie jakieś 10 osób. Jak zwykle mała siedziała sobie na schodach. W trakcie modlitwy wiernych zaczęła sobie tupać nogą.. ksiądz przerwał modlitwę i z pełną powagą spytał jak córka ma na imię i poprosił ją o nie stukanie. Wcięło mnie. Zebrało mi się na płacz.. No ale nic. W końcu nic takiego się nie stało. Po mszy, jak już wszyscy wyszli, ja ubieram Lusię do wyjścia, podszedł do nas proboszcz i powiedział, że to już czas nauczyć dziecko jak ma się zachowywać w kościele (rok i 10 m-cy) i że takie jej chodzenie przeszkadza starszym paniom a on się nie może skupić................................... 
Gardło ściśnięte, zaniemówiłam.. porównywał jeszcze ją do jakichś dwóch diablic, które kiedyś wariowały po kościele... Nie mogłam ogarnąć o co mu chodzi. Ksiądz, który jest tak przyjazny dzieciom, który zawsze zagaduje.... 
Jak tylko wyszłam wybuchnęłam płaczem.. Co mam robić? Nie chodzić do kościoła? Trzymać Lilę na rękach przez całą mszę? Męczyć ją uspokajaniem? Tylko co tu uspokajać.. Zawiodłam się..

sobota, 12 kwietnia 2014

Niechciane planowane cesarskie cięcie

Smutek, płacz, nostalgia.. rozmyślanie dlaczego.. 
Wczoraj na wizycie priv. doktor zobaczył, że dzidziuś jest nadal ułożony miednicowo, a co więcej, ma zrobione szelki z pępowiny co prawdopodobnie uniemożliwia mu przekręcenie.. Także nie ma szans ani na przekręcenie samoistne, a ni na przekręcenie za pomocą lekarza ani na poród siłami natury.. o którym marzę.. Łza mi spłynęła w gabinecie. Moje marzenia po raz drugi legły. Wszyscy mówią, nie ważne jak, ważne żeby się zdrowe urodziło. Jednak dla mnie mimo wszystko ważne jest w jaki sposób przyjdzie na świat i jak ja się po tym fakcie będę czuła. Ostatnia cesarka była przeżyciem dramatycznym i wszystko co działo się po niej było jeszcze gorsze. 
Przynajmniej teraz nie mam za złe dzidziusiowi, że się nie chce przekręcić.. może bardzo chce a nie może. I na darmo moje zmywanie podłogi, pływanie żabką i ćwiczenia na piłce.. chociaż szczerze.. mam jeszcze odrobinkę nadziei, że może jednak się uda. No ale.. Twoja wola Panie Boże. Niech będzie co ma być. Zaraz po świętach idziemy się umówić na termin porodu. A do tej pory pozostaje mi się modlić.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Angina

Po 3 pobraniach krwi, około 6 godzinach spędzonych w przychodni i drugie tyle spędzone w samochodzie przemieszczając się z domu do przychodni, z przychodni do laboratorium, z laboratorium do przychodni i z przychodni do domu... w końcu zapadła diagnoza. ANGINA. Ucieszyliśmy się że po trzech dniach już wiadomo o co chodzi.. tylko najgorsze było przed nami. Zaczęły się wymioty, gorączka prawie 40 st... stres, nerwy, wymęczenie.. dziś mija 6 doba gorączkowania, 3 doba na antybiotyku.. i nie widać żadnej poprawy. Żal mi naszej krówki.. Dobrze, że Marcinek był w domu przez te wszystkie dni.. Ma cudowną pracę. Najlepszą jaką można sobie wymarzyć dla rodziny.. 
c
Jutro na wizytę do przychodni.. ale jak dziś będzie znowu taka wysoka gorączka to chyba nie obędzie się bez szpitala niestety..

wtorek, 1 kwietnia 2014

Gorączka :(

Lila obudziła mnie w nocy, wstałam, żeby podać smoczka. Pogłaskałam ją.. a tu ogień. Całe czoło rozpalone, szyja mokra i taki ciężki oddech :( Termometr wykazał 38.2. DLACZEGO? JAK? W dzień było wszystko w porządku, może po balkonie.. trochę wiało, Lusia nie miała szalika. Przestraszyłam się. Dałam ibum w syropku, wszystko wypiła, spytałam czy chce spać z mamą.. powiedziała nie, przytuliła się do lali i przysnęła.. Jednak za pół godziny już była
u mnie w  łóżku. Biedactwo rozpalone, nie mogła sobie znaleźć miejsca, kręciła się do ok. 4... Rano obudziła się
z płaczem. Po popołudniowej wizycie u nowego lekarza nic nie wyszło. Żadnych innych objawów prócz gorączki. Jutro jedziemy pobrać krew, może to coś pokaże.
A tymczasem Lilka, popłakuje co chwilę ze swojego łóżeczka, przytulona do lali :(