Rozchorowałam się.. Na zakończenie mojej pracy w szkole.. 2 dni przed planowanym pójściem na zwolnienie. W końcu 32. tydzień to już czas najwyższy, chociaż myślałam, że pociągnę dłużej.. Zaczęło się od bólu gardła. Zaglądam a tam bordowo.. czyli dobrze nie jest. Myślę sobie "jutro ostatni dzień, ostatnie 7 godzin pracy i jakoś to będzie". Obudziłam się i......... CISZA. Nic nie mogłam powiedzieć. Nieciekawie, zwłaszcza że miałam przed sobą 4 lekcje.. Ale sprawdziło się to, że im ciszej mówi nauczyciel tym dzieci uważniej słuchają. Po pracy zajechałam do przychodni, gdzie przede mną było 8 osób.. Po 40 minutach 6 osób. Nie miałam na to siły. Podziękowałam pielęgniarce i chciałam wyjść, jednak pani się zlitowała, pobiegła do pani dr i powiedziała, że wchodzę następna. Mina wszystkich niezadowolonych i szmerających pacjentów.. bezcenna! Wizyta trwała 4 minuty. Diagnoza: zapalenie krtani, antybiotyk.. Myślałam, że na bólu gardła się skończy, jednak w następne dni doszedł katar, zawalone gardło, kaszel, ból w piersiach.. Boję się, żeby to nie było zapalenie oskrzeli..
Wiele osób mówi: myśl pozytywnie, jesteś zdrowa, nie masz kaszlu, jesteś zdrowa, jesteś silna, katar ustępuje, jesteś zdrowa.. Dla mnie to new age'owskie praktyki.. jakieś dziwne otumanianie organizmu.. Nie twierdze, że nieskuteczne, ale chyba wolę się pomodlić o zdrowie niż wmawiać sobie, że jestem zdrowa choć ledwo chodzę..
Mam tylko nadzieję, że Dzidziuś na tym nie ucierpi. Jutro kolejna wizyta u lekarza dla pewności, że nic mi w płucach nie świszczy. A poza tym.. Świętujemy pierwszy dzień urlopu!!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz