Łączna liczba wyświetleń

sobota, 12 kwietnia 2014

Niechciane planowane cesarskie cięcie

Smutek, płacz, nostalgia.. rozmyślanie dlaczego.. 
Wczoraj na wizycie priv. doktor zobaczył, że dzidziuś jest nadal ułożony miednicowo, a co więcej, ma zrobione szelki z pępowiny co prawdopodobnie uniemożliwia mu przekręcenie.. Także nie ma szans ani na przekręcenie samoistne, a ni na przekręcenie za pomocą lekarza ani na poród siłami natury.. o którym marzę.. Łza mi spłynęła w gabinecie. Moje marzenia po raz drugi legły. Wszyscy mówią, nie ważne jak, ważne żeby się zdrowe urodziło. Jednak dla mnie mimo wszystko ważne jest w jaki sposób przyjdzie na świat i jak ja się po tym fakcie będę czuła. Ostatnia cesarka była przeżyciem dramatycznym i wszystko co działo się po niej było jeszcze gorsze. 
Przynajmniej teraz nie mam za złe dzidziusiowi, że się nie chce przekręcić.. może bardzo chce a nie może. I na darmo moje zmywanie podłogi, pływanie żabką i ćwiczenia na piłce.. chociaż szczerze.. mam jeszcze odrobinkę nadziei, że może jednak się uda. No ale.. Twoja wola Panie Boże. Niech będzie co ma być. Zaraz po świętach idziemy się umówić na termin porodu. A do tej pory pozostaje mi się modlić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz