2 dni po drugim terminie.. rozwarcie na palec, dłuuuga i twarda szyjka.. Nic nie wskazuje na rychły poród. Pojechaliśmy najpierw do lekarza na badania, potem do Malarkiewicza na ktg. No i tam położna po konsultacji z jakimś lekarzem zaproponowała cesarkę.. na jutro.
...................................................................................................................
Boże.. poprosiliśmy o późniejszy termin.. chociaż na sobotę a nie czwartek. Zgodzili się. Smutek.. Znowu nie urodzę.. beznadziejna jestem.. Marcinek zabrał mnie na spacer wokół jeziora, trochę się tym uspokoiłam. Ale w domu i tak ryknęłam płaczem.. i tak płaczę do teraz. Myślę sobie, żeby zapytać czy jeszcze można poczekać. Chociaż do poniedziałku.. Może coś się zacznie dziać. Nie wiem.. może taka wola Boża, że mam nie rodzić naturalnie bo... coś. Ale chcę jeszcze poczekać na cud.. Wierzę.. ostatkiem sił.. ale wierzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz